| Ch. 15.21 | |
|
| EMAIL
FROM ALFRED KIELAK : POLAND |
| 1 |
Date: 28 December 2006 |
|
Gorzów
Wlkp. dnia 28 grudnia 2006 r. |
Tekst
listu od Jadwigi Rymaszewskiej adresowanego do Ireny Kielak, otrzymanego
w dniu 27.12.2006 r. |
|
19.12.2006
r. |
1
|
Letter
to Jadwiga from Franek Rymaszewski |
Sydney,
Australia, dnia 30 grudnia 2006 r. A wiec o mnie w streszczeniu. Nazywam sie Franek Rymaszewski. Urodzilem sie 25.go pazdziernika 1923 r. w Polsce, w Hancewiczach, na poludnie od Baranowicz. Mój ojciec nazywal sie Michal i byl tam naczelnikiem poczty. Mial 4 synów. Ja urodzilem sie jako nr.3. W 1931 roku przenieslismy sie do wlasnego domu w Pinsku, gdzie ojciec byl kierownikiem Urzedu Telegraficzno-Telefonicznego na Glównej Poczcie. Niedlugo po zajeciu Pinska przez Bolszewików mój ojciec Michal zostal aresztowany w lutym 1940 r. Przeniesli go do wiezienia w Minsku i slad po nim zaginal. Najstarszy brat Edward (mial 21 lat) uciekl do niemieckiej strefy okupacyjnej. Po latach dowiedzialem sie, ze zlapali go kolo Bialegostoku i dostal 10 lat lagrów. Drugiego brata Zygmunta (19 lat) aresztowali w domu w marcu 1940 r. Byl w lagrach Workuty. 13.go kwietnia 1940 r. wywiezli mnie do Pólnocnego Kazachstanu (mialem 16 lat) razem z matke Aleksandra (z domu Leszczynska) i najmlodszym bratem Zbigniewem (mial 13 lat). Po dwóch latach katorgi, uratowalem sie dzieki temu, ze Hitler uderzyl na Sowietów. Dostalem sie do Armii gen. Andersa i w kwietniu 1942 roku zostalem ewakuowany do Palestyny i Egiptu. Stamtad poplynalem do Anglii morskim transportem wojskowym naokolo Afryki (morze Sródziemne bylo zablokowane arena wojny – Niemcy i Wlosi w pólnocnej Afryce !). W Anglii, a raczej w Szkocji spotkalem sie z moim bratem Edwardem, który tez przezyl Rosje i uratowal sie w podobny sposób. Drugi brat, Zygmunt, po tzw. „amnestii”, zmarl z wycienczenia jak tylko dotarl z Workuty do Armii gen. Andersa na poludniu Rosji. Matka i najmlodszy Zbyszek pozostali na Syberii. W 1943 roku Armia Czerwona zabrala 17.letniego Zbyszka jako mieso armatnie na front. Zostal ranny pod Budapesztem na Wegrzech. Po zakonczeniu dzialan wojennych, uciekl z powracajacego przez Czechoslowcje sowieckiego transportu i piechota dotarl do Polski. Zamieszkal w Lodzi. Po wojnie w roku 1946, Matka powrócila po 6.ciu latach na Syberii do Polski, na Ziemie Odzyskane. Gdy odnalazlem ja przez Czerwony Krzyz, zorganizowalem razem z bratem Edwardem jej ucieczke z Polskiej Republiki Ludowej. Poslalismy mlodego chlopaka jako przewodnika, który mówil plynnie po niemiecku i po polsku, i niedawno uciekl z Polski do Niemiec Zachodnich. Znal droge przez granice i „Demokratyczne” Wschodnie Niemcy. Udawal Niemca, a matka udawala glucho-niema. Wszyscy z mojej bliskiej rodziny z Pinska juz nie zyja. Edward nie mial dzieci. Zbyszek pozostawil syna i dwoje wnuków w Polsce. A ja mam troje dzieci, córke i dwóch synów, piec wnuczek i jednego wnuka. Moja zona byla Szkotka, a dzieci urodzone w Londynie, po emigracji wyrosly w Australii. Pozenili sie z Australijczykami angielskiego pochodzenia. Nikt z nich nie mówi po polsku. Ja mam teraz 83 lata. Nie wiem jak dlugo jeszcze pociagne, bo 4 lata temu mialem zawal serca. Moje serce teraz pracuje niewydolnie, pomimo ze mialem operacje. Zyje na lekarstwach. Z mysla o
dzieciach stworzylem strone internetowa o naszej rodzinie, napisana po
angielsku. Niestety, wykorzeniony z Polski w wieku 16 lat, malo wiedzialem
o naszej rodzinie. Z biegiem czasu moja strona (witryna), dostepna w internecie, rozrosla sie. Znalazlem rózne wzmianki o innych Rymaszewskich i kontakty, nawet w Ameryce, itp. Ewentualnie znalazlem na stronie Panstwa Kielaków, szczególy o Mieczyslawie Rymaszewskim w Lachowiczach, który mial zone Emilie Gruszewska i jedna córke Jadwige. Cos to wygladalo bardzo znajomo. Lachowicze – strony rodzinne dziadka i ojca? Skopiowalem wszystkie informacje, razem ze zdjeciami, i umiescilem na mojej stronie w sekcji Rymaszewscy na Bialorusi. Innym razem, sprawdzajac jeszcze raz dane o Mieczyslawie, w drzewie rodzinnym Kielaków, jakos przeskoczylem od Emilii do rodziny Gruszewskich. Spora rodzina. Miedzy innymi, byl tam niejaki Stanislaw. Zdjecie mlodego mezczyzny malo mówilo, ale jego zdecie jako chlopca bylo znajome. Gdy przeczytalem, ze byl wykladowca w szkole muzycznej, niespodziewanie wszystko sie przypomnialo i wyjasnilo. Tak, to Stanislaw Gruszewski ! To ten sam, który gdzies tam w jakims chutorze w okolicach Baranowicz, gdzie mój ojciec odwiedzal jakichs krewnych razem ze mna w 1939 roku, dal mi swoje zdjecie (jak gra na skrzypcach). Wiec Mieczyslaw i Emilia to nasi krewni. A ta Jadzia, to chyba dziewczynka z która tam rozmawialem. (Zdjecie Stanislawa zginelo w czasie naszej deportacji na Sybir). A bylo to tak. Pieknym latem w 1939 roku, gdy chmury wojenne juz sie zbieraly nad Polska, mój ojciec Michal, chyba przeczuwajac, ze to po raz ostatni, wzial miesieczny urlop i wybral sie w strony ziem dziecinstwa, aby odwiedzic krewnych i znajomych. Ja mialem letnie wakacje szkolne i ojciec zabral mnie ze soba. Pojechalismy rowerami i pociagiem. Najpierw do Dobroslawki, potem do Plotnicy, gdzie mieszkaly w Zascianku z rodzinami dwie siostry ojca. Aleksander i jego zona juz dawno umarli. Odwiedzilismy ich groby na cmentarzu w Ploskini. Potem pojechalismy do Malkowicz do rodziny trzeciej siostry, mojej cioci Emilii Rymaszewskiej i wujka Czesia. Stamtad wzielismy pociag, zdajac rowery na bagaz, o ile dobrze przypominam gdzies za Baranowicze. Wysiedlismy na malej stacyjcie, zdaje sie nazywala Mickiewicze. Stamtad dostalismy sie rowerami do jakiegos mego stryjka. Mial dom na chutorze, otoczony sadami: pelno czeresni, brzoskwinie, itd., warzywa w ogrodzie. Na lace opodal paslo sie kilka krów. Nie pamietam wszystkich szczególów – tylko niektóre sceny. Gdy chodzilem po ogrodzie, gdy ogladalem drzewa owocowe. Nigdy nie widzialem tak olbrzymich sliwek, czy innych owoców. Zdaje sie stryjek zajmowal sie tez szczepieniem drzewek owocowych. A najbardziej pamietam scene, gdy zobaczylem przez plot mloda córke stryjka dogladajaca krowy na lace. (Nie znam tych polskich skomplikowanych nazw stopni pokrewienstwa. Tu na zachodzie nie ma stryjków, tylko sa : wujek, ciocia, a reszta to wszyscy kuzyni). Moja kuzynka (teraz wiem, ze nazywala sie Jadzia) siedziala na trawie, czytajac ksiazke. Poszedlem porozmawiac do niej. Zapytalem sie co to za ksiazka, która czyta. Okazalo sie, ze to byl podrecznik szkolny. Jadzia sama sie uczyla. Powiedziala mi, ze bardzo by chciala chodzic do Gimnazjum. Rozumialem jak sie ona czula. Ja tez lubialem sie uczyc i mialem ambicje. Zrobilo mi sie bardzo jej szkoda. Choc tego nie okazalem, bylo mi bardzo przykro, bo ja mialem wtedy na sobie mundurek gimnazjalny z blyszcacymi guzikami i tarcza Gimnazjum im. Józefa Pilsudskiego w Pinsku. Nigdy nie zapomnialem kuzynki, która pasla krowy, chciala sie uczyc i sama studiowala na lace. Poza tym,
nie pamiem skad i jak, byl tam takze mlody mezczyzna - Stanislaw Gruszewski
(mial chyba 24 lata – ja mialem wtedy tylko 15 i pól lat),
który podawal sie tez za krewnego. Nosil mundur wojskowy, w randze
podoficera. Nic dziwnego. Lato 1939 roku. Niektórych ludzi juz
mobilizowano do wojska. Tatus powiedzial, ze za dwa dni wybieramy sie
do Baranowicz. Chcial tam odwiedzic Artura Rynkiewicza, swego przyjaciela
i podwladnego z czasów gdy byl naczelnikiem poczty w Hancewiczach.
Na to Stanislaw Gruszewski zaproponowal, ze nazajutrz on zabierze mnie
do Baranowicz, aby pokazac miasto, a dzien pózniej spotkamy sie
z ojcem. Stanislaw i ja przenocowalismy w stodole na sianie, i wczesnie
rano, gdzies na polnej drodze zlapalismy autobus do Baranowicz. Stanislaw
zaprowadzil mnie do swoich koszarów, gdzie przedstawil mnie swoim
kolegom. Byla to orkiestra wojskowa. Potem zwiedzalismy miasto pieszo
i dorozka. Zaszlismy do malej restauracyjki, gdzie Stanislaw postawil
po kieliszku czystej i sledzika. Byla to dla mnie – niepelnoletniego
sztubaka – wielka przygoda. Czulem sie dumny, gdy jadac dorozka,
zolnierze na chodnikach salutowali Stanislawowi.
Droga Jadziu. Jezeli coskolwiek wiesz o rodzinie Twego Taty to napisz. Takze kto gdzie mieszkal, bo to tez pomaga domyslec sie gdzie moglo byc pokrewienstwo z moim dziadkiem Aleksandrem. Np. gdzie mieszkal Rafal i jego ojciec. Nawet w przyblizeniu. Bo w jaki sposób Twój ojciec i mój ojciec byli stryjecznymi bracmi? A takze gdzie byl majatek Nacz? Co tam bylo? I kto tam mieszkal i kiedy? Mój
pocztowy adres: (Ashfield, to jest dzielnica Sydney) Listy na Zachodzie nie gina. Nie trzeba je posylac jako polecone. Nie trzeba je rejestrowac. To kosztuje i nic nie pomaga, nawet przedluza czas przesylki. Ale trzeba je wysylac poczta lotnicza. Serdecznie Cie pozdrawiam i bardzo mocno sciskam. Zycze duzo szczescia i zdrowia w Nowym Roku. Twój
kuzyn |
2 |
Second
letter to Jadwiga from Franek Rymaszewski |
| Sydney, Australia, 1 lutego 2007 r. Droga Jadziu ! Ucieszylem sie Twoja odpowiedzia i jestem wdzieczny za przyslane wiadomosci. Teraz wszystko o wiele lepiej sie wyjasnilo. To, ze wzialem kogos innego za Ciebie, stalo sie przez system strony internetowej Drzewa Rodziny Kielaków, na której Was znalazlem. Na tej stronie sa podane daty urodzenia przy ludziach zmarlych, a nie ma zadnych szczególów przy ludziach obecnie zyjacych. Rok i miejsce urodzenia, te najwazniejsze dane osobiste do identyfikowania i rozrózniania ludzi w drzewie genealogicznym, nie sa tam podawane. W wypadku dzieci, nie wiadomo kto jest starszy a kto jest mlodszy, itd. Nie rozumiem dlaczego. Czy to jest taka wielka tajemnica? Teraz, gdy potwierdzilas date Twoich urodzin, wszystko sie zgadza. Jestem pewny, ze bylem u Was i z Toba, ta malenka, wesola i smiala dziewczynka widzialem sie i rozmawialem. Jak pisalem w poprzednim liscie, wspomnienia moje to tylko niektóre zdarzenia. Sceny, które pozostaly mi w pamieci, nie bardzo polaczone ze soba, a nie calosc. Moja podróz z ojcem w 1939 roku, dla jego ostatnia przed zapowiadajaca sie wojna (Austria i Czechy juz byly okupowane przez Hitlera), a dla mnie pierwsza i ostatnia, rowerami z Pinska do Malkowicz, byla do rodzin i miejsc mniej wiecej znanych dla mnie. Ale potem z Malkowicz pojechalismy pociagiem, razem z rowerami, aby odwiedzic krewnych w okolicach Baranowicz, w strony nieznane dla mnie. Niewatpliwie ojciec, w tej ostatniej wizycie przed wojna, chcial odwiedzic tam swe strony rodzinne, strony dziecinstwa. Moze mi cos o tym mówil w czasie podrózy, ale ja nie pamietam. Myslalem wiecej chyba o odpoczynku od pedalownia i o smacznej goscinie, która mnie czekala. Wiedzialem tylko, ze mialem tam stryjka Mieczyslawa. Skoro piszesz, ze masz pare kartek od mego ojca do Twego Taty, nawet nasze zdjecie rodzinne i kartke dla Twoich rodziców w dniu ich slubu, to nie ulega watpliwosci, ze musielismy Was odwiedzic. Pamietam, ze po opuszczeniu pociagu na jakies malej stacyjce kolo Baranowicz, pojechalismy rowerami i odwiedzilismy dwa rózne miejsca. Najpierw bylismy w jakims majateczku, czy gospodarstwie gdzie nikogo nie zastalismy w domu, tylko byla tam jedna kobieta z dzieckiem. Widac bylo, ze kobieta jest znana ojcu. Moze krewna, moze nie. Wyjasnila chyba gdzie wszyscy sa. Ojciec wypytal o nowiny, porozmawial z nia przez pewien czas, napilismy sie mleka, i pojechalismy. Zapamietalem, ze ona byla razem z dzieckiem. Bylo to male dziecko, moze kolo niej, moze nawet na jej rekach – nie pamietam. Potem pojechalismy do Was. Któredy i jak dlugo to zajelo tez nie pamietam. Ale tam, to pare scen pamietam. A najbardziej Stanislawa Gruszewskiego, który dal mi, jako krewnemu, swoje podpisane zdjecie na pamiatke i zabral mnie do Baranowicz na caly nastepny dzien. Pierwsza scena jaka u was pamietam, to jak dojezdzalismy do was droga polna, biegnaca zaraz obok brzegu waszego chutoru. Wzdluz granicy, nie pamietam czy byl tam plot czy nie, ale zamiast plotu byl dlugi rzad mlodych drzew czeresni czy wisni, zaraz obok drogi. Niektóre wisnie juz czerwienily sie i dojrzewaly. Nie wytrzymalem. Zeskoczylem z roweru. Narwalem do reki pare wisni i zaczalem jesc. Ojciec mnie skarcil. „Co ty robisz ! To nie ladnie ! Oni nawet moga nas tam widziec !”. Budynek mieszkalny wydawal sie dla mnie w duzej odleglosci od tych wisni. Druga scene co pamietam, bylo to ze stryjenka byla badzo mila, zawsze sie usmiechala, oraz ze biegala tam malenka dziewczynka, powiedzmy 3 letnia. Jako 15 letni chlopak malo sie znalem na okreslaniu wieku dzieci. Ale byla to malenka, sliczna i smiala dziewczynka. Nastepna scene, która przypominam, to jak przyszla do stryjenki na krótki czas w odwiedziny jakas znajoma, czy sasiadka, razem ze swoja córka w moim wieku, moze troche mlodsza. (Swiadczy to o tym, ze to nie byl tak bardzo odizolowany chutor). Ja bylem wtedy (i przez dluzszy czas zycia) bardzo niesmialym i wstydliwym do ludzi, a szczególnie do dziewczat. Nic dziwnego. Wychowany wsród czterech chlopców w rodzinie bez siostry, a takze uczen gimnazjum meskiego! Jak tylko zobaczylem ta pania z córka, pomyslalem : „Tylko przyjechalem, a juz beda mnie swatac”. Szybko oddalilem sie wzdluz ogrodu. Zobaczylem Ciebie w ogrodzie. To byl dobry pretekst, pomyslalem. Okazalem specjalne zainteresownie co tam robisz, chodzilem z Toba miedzy kwiatami czy warzywami, coraz dalej, aby tylko Mama nie przyciagnela mnie do swej „sasiadki” i jej córki. A Ty wesolo ze mna szczebiotalas, zupelnie tak jak na tym Twoim uroczym zdjeciu w ogrodzie gdzie pokazujesz zerwane porzeczki. Tego zdjecia w ogrodzie nie bylo wtedy na stronie Rodziny Kielaków. Dostalem je pózniej od Pani Ireny i Alfreda. Takze dostalem zdjecie Twego wujka Stasia w eleganckim mundurze kaprala Wojska Polskiego. Wygladal tak samo jak wtedy gdy go tam widzialem. A jego zdjecie grajacego na skrzypcach, to te same, które on mi zaofiarowal tam na pamiatke, i które zapamietalem choc zginelo w nastepnym roku. Nastepna scena, o której juz pisalem w poprzednim liscie, moze miala miejsce zaraz potem jak zostawilem Ciebie w ogrodzie. Na koncu ogrodu byla laka. Tam siedziala ta dziewczynka, która uczyla sie ze swego podrecznika szkolnego. Byla moze w moim wieku, chyba nie starsza, ale rozmawiala dosc inteligetnie. Mogla tam byc tylko jedna krowa, tak jak piszesz, która ona pilnowala. Ja wyobrazilem sobie, ze ona pilnowala jakies krowy. Zreszta, za sowieckich czasów napewno nie mogliscie miec wiecej niz jedna krowe, bo zaliczono by was do kulaków i wiesz co by was czekalo. Ale jak bylo za polskich czasów to nie wiadomo. Jednak to nie jest wazne. Dlaczego ja tak bardzo wspólczulem jej. Bo ona mi powiedziala, ze bardzo by chciala sie uczyc i chodzic do gimnazjum (chyba w Baranowiczach), ale niestety, oni nie moga ja poslac bo nie moga sobie na to pozwolic. Kto ona byla? Teraz, gdy mi napisalas, ze Twój Tata mial az piec sióstr, mogla to byc któras z nich, moze najmlodsza która tam mieszkala. Watpie, zeby to byla jakas mlodsza siostra Twojej Mamy. Ale która siostra ojca moglaby tam byc, to moze potrafisz domyslic sie. Wtedy, w 1939 roku, Twój Tata mial 33 lata, Mama miala 31 lat, Ty mialas 3 latka, Zofia miala 29 lat (juz chyba wyszla za maz). A ile lat miala Maria, Wanda, Józefa i Sabinka? Jak wrócilem z tej laki, i ta pani z córka poszly, Twoja Mama, zwracajac sie do mnie z usmiechem i kiwajac glowa, powiedziala „Uciekles. Uciekles od nas! To byla pani z bardzo dobrej rodziny, nazywaja sie Mickiewicze.” Nazwisko zapamietalem, bo naturalnie pomyslalem, ze to krewni Adama Mickiewicza, którzy podobno zyja w tych okolicach. Moze dlatego miejscowosc Mickiewicze krecila mi sie w glowie. Jak wspomnialem na poczatku, gdy znalazlem Mieczyslawa Rymaszewskiego na stronie internetowej Rodziny Kielaków, tylko dzieki Stanislawowi Gruszewskiemu, którego szczególy jako zmarlego tam byly, przypomniala mi sie wizyta u Was. Byl muzykiem, wykladal w szkole muzycznej, urodzony w 1914 roku. A wiec przypomnialo mi sie imie i nazwisko na zdjeciu ze skrzypcami (wymiaru pocztówki), które on mi dal, mówiac przedtem, ze przyjemnie poznac swoich krewnych. Z daty urodzenia wyliczylem, ze w 1939 roku mial 25 lat, a wiec zgadza sie, ze to ten kapral w mundurze, który tam byl. Który napewno odwiedzal, na przepustce z wojska w Baranowiczach, swoja siostre Emilie. A patrzac na zdjecie Jadwigi, córki Mieczyslawa, zdjecie podpisane „Mloda Jadzia, czy Jadzia w mlodosci”, której daty urodzenia nigdzie nie bylo, pomyslalem, napewno to nie kto inny tylko ta dziewczynka na lace. Ciekawe gdzie teraz w Polsce zyje? Wyciagnelem wiec mylny wniosek. Staralem sie przypomniec wiecej. Duzo przypominalem z wizyty do Baranowicz ze Stanislawem. Ale jak bylo na tym chutorze? Spalem na sianie, na strychu stodoly. Co jeszcze? ... A ta mala dziewczynka z która bawilem sie w ogrodzie? Co ona tam robila? Moze to bylo gdzies indziej? Moze ta dziewczynka to byla w innym miejscu? Moze mi sie miesza cos jeszcze przed Malkowiczami? Dlatego o tym nic nie wspominalem w moim pierwszym liscie. Gdyby na tej stronie internetowej byla podana data Twoich urodzin 1936, to bym odrazu doszedl do wniosku, kto byl Jadzia, a kto nie. A wiec, Droga Jadziu, odwiedzilismy Was i widzialem sie z Toba, choc mnie nie pamietasz. Juz w nastepny rok 1940, gdy mialas tylko 4 latka, Sowieci zniszczyli rodzine Michala w Pinsku i rodzine jego siostry Emilii w Malkowiczach. Wiec nikt z naszej rodziny juz nie mógl Was odwiedzac. Mimo tego jestem zdziwiony, ze tak duzo wiesz o nas i o naszym rodzie. Mój tata tez mówil mi, ze przodkowie mieli duza posiadlosc, gdzies kolo Darewa, mieli wlasny herb, i ze mielismy przydomek przy nazwisku, który potem zostal zarzucony. Tu moja pamiec znowu okazala sie nie tak dokladna. Zawsze wydawalo mi sie, ze nazwisko z przydomkiem brzmialo Rymsza-Rymaszewski. A Ty piszesz, w co zupelnie teraz wierze, bo zyjesz blizej naszych korzeni, ze bylismy zwani Remiesz-Rymaszewski. Dlatego stworzylem genealogiczna strone internetowa o rodzinie Rymaszewskich, aby to wszystko nie poszlo w zapomnienie. Niestety jest w jezyku angielskim, bo nikt z moich dzieci nie mówi po polsku, a pisalem dla potomków w Australii. Potem odkrylem zainteresowanych w Polsce i na calym swiecie. Musialem na starosc nauczyc sie jak budowac strone internetowa, nie korzystajac z komercyjnych uslug i programów. Przez to nie ma u mnie zadnych reklam itp. Nie mialem zadnych dokumentów rodzinnych, tylko pare zdjec, które przezyly ze mna Syberie, wojne i tulaczke po swiecie. Dlatego bardzo ciekawie sie tymi kartkami od mego ojca, i ta w dniu slubu Twoich rodziców. Piszesz, ze masz nasze zdjecie rodzinne – bardzo je chcialbym zobaczyc i miec, czy to jest jeszcze z Hancewicz, czy Pinska? Czy moglabys mnie to przeslac. Po zrobieniu odbitek, natychmiast odeslalbym z powrotem. A moze juz Ci nie beda potrzebne? Zdjecia dziadka Rafala z zona i dziecmi, cioci Józefy i wszystkie inne, które obiecalas przeslac przez internet, bardzo chetnie odbiore i co pasuje, umieszcze na naszej stronie rodzinnej. Dziekuje, ze staralas sie cos znalezc o rodzinie naszych dziadków, mojego Aleksandra i Twojego Rafala. Napewno byli bracmi. Podczas rozmów mego ojca z moja ciocia Emilia, przypominaja mi sie takie uslyszane slowa jak Lachowicze... Kleck... nawet Rafal. Napisz troche
o sobie. Czy mialas operacje na serce? Co studiowalas w Leningradzie?
Gdzie pracowalas? Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie. Sciskam bardzo mocno. P.S. Najstarszy syn Witold (ur.1919) i Romuald sluzyli w Armii Ludowej. Witold bral udzial w wyzwoleniu Berlina i dosluzyl sie kapitana. Mieszkal we Wroclawiu. Po smierci mial pogrzeb wojskowy. Jego syn, Ryszard, mieszka we Wroclawiu i ma jakis biznes budowlany. To wszystko
jest na moim website, niestety po angielsku. Mieczyslaw napisal swoje
wspomnienia z Workuty, tez po angielsku, które tam umiescilem jako
„Memoirs of Mietek”. |
| This pop-up window is part of the Rymaszewski genealogical website which can be retrieved by copying the following address into your internet browser. http://www.rymaszewski.iinet.net.au |